jakoś tak

popsztykaliśmy się Boże, wykrzyczałem Ci nieumiejętnie co mnie boli, choć nie do końca o to mi chodziło. zwariowałem i chyba najlepszą opcją będzie szpital. zgubiłem się w tym wszystkim.

Advertisements

jesteś cudem :)

dopóki nie spojrzysz na siebie jako na cud do odkrycia, będziesz myślał o sobie jako o problemie do naprawienia, a nie jesteś nim. jesteś tym pierwszym 🙂

As I began to love myself I found that anguish and emotional suffering
are only warning signs that I was living against my own truth.
Today, I know, this is “AUTHENTICITY”.

As I began to love myself I understood how much it can offend somebody
As I try to force my desires on this person, even though I knew the time
was not right and the person was not ready for it, and even though this
person was me. Today I call it “RESPECT”.

As I began to love myself I stopped craving for a different life,
and I could see that everything that surrounded me was inviting me to grow.
Today I call it “MATURITY”.

As I began to love myself I understood that at any circumstance,
I am in the right place at the right time, and everything happens
at the exactly right moment. So I could be calm.
Today I call it “SELF-CONFIDENCE”.

As I began to love myself I quit steeling my own time,
and I stopped designing huge projects for the future.
Today, I only do what brings me joy and happiness, things I love to do
and that make my heart cheer, and I do them in my own way and in
my own rhythm. Today I call it “SIMPLICITY”.

As I began to love myself I freed myself of anything that is no good for
my health – food, people, things, situations, and everything that drew
me down and away from myself. At first I called this attitude
a healthy egoism. Today I know it is “LOVE OF ONESELF”.

As I began to love myself I quit trying to always be right, and ever since
I was wrong less of the time. Today I discovered that is “MODESTY”.

As I began to love myself I refused to go on living in the past and worry
about the future. Now, I only live for the moment, where EVERYTHING
is happening. Today I live each day, day by day, and I call it “FULFILLMENT”.

As I began to love myself I recognized that my mind can disturb me
and it can make me sick. But As I connected it to my heart, my
mind became a valuable ally. Today I call this
connection “WISDOM OF THE HEART”.

We no longer need to fear arguments, confrontations or any kind of problems
with ourselves or others. Even stars collide, and out of their crashing
new worlds are born.Today I know THAT IS “LIFE”!

-Charlie Chaplin

“You have been telling people that this is the eleventh hour.
Now you must go back and tell people that this is the hour!
And there are things to be considered:

Where are you living?
What are you doing?
What are your relationships?
Are you in right relation?
Where is your garden?

Know your Garden.
It is time to speak your truth.
Create your community.
Be good to yourself.
And not look outside of yourself for a leader.
This could be a good time!

There is a river flowing very fast.
It is so great and fast that there are those who will be afraid.
They will hold on to the shore.
They will feel that they are being torn apart, and they will suffer greatly.
Know that the river has its destination.
The elders say that we must let go of the shore,
push off into the middle of the river,
keep our eyes open,
and our heads above the water.

See who is in there with you and celebrate.
At this time we are to take nothing personally,
least of all, ourselves.
For the moment that we do,
our spiritual growth comes to a halt.

The time of the lone wolf is over.
Gather yourselves!
Banish the word struggle from your attitude and your vocabulary.
All that we do now must be done in a sacred manner and in celebration.
We are the ones that we have been waiting for.”

powiniennem w sumie od tego zacząć.

“Początek zawiera w sobie koniec, pominę więc początek.

Samotność uczy pokory do samej siebie i ukazuje jak wielka jest wartość prawdziwego związku, jednak na jej skrzydłach można zlecieć w głęboką odchłań przygnębienia, a tam wszystko jest matowe, nie ma nawet wspomnienia o życiu, ponieważ sama pamięć jest zbyt smutna by ją eksploatować.

i tu zaczyna się koniec…

Ściana wspomnień czasu cierpienia trawi strachem każdą próbę ujrzenia słońca nad pogorzeliskiem kryształowych uczuć. Mgła spowija wszelkie pragnienia najsłabszego choćby ciepła drugiej osoby. Ciężko jest otrząsnąć się z koszmaru odgrywanego na arenie emocjonalnych piekieł, gdzie każde uczucie jest eutanazjowane codziennością i pieczętowane kolejnym agoniopochodnym cierpieniem.

Ani miłość, ani wiara czy nadzieja nie chcą później zmartwychwstać, giną w skutek uzależnienia od smutku i zniweczenia radości; Pod presją czasu cierpienie zaklnie się w szkarłatną ciszę.

Gwiazdy świecą uparcie na nieboskłonie , choć ludzie dawno stali się nieludzcy i przestali w nie patrzeć. Spalone mosty wciąż mają swe fundamenty w wodzie. Na uczuciach nie można dokonywać eutanazji – nigdy nie wiesz, komu w końcu przyznasz nagrodę Nobla na odkrycie leku na Twój strach.

To natomiast da Ci szansę na zamknięcie czyjejś dłoni w swojej i poczucie szczęścia ponieważ nikt tak jak Ty na nie czekał i nikt nie zasługuje na nie bardziej niż Ty.”

pod żadnym warunkiem nie sól mięsa

wiecie dlaczego NIE SOLIMY MIĘSA? wiemy jakie właściwości ma woda, że może zachowywać wspomnienia – jest to naturalna pamięć planety. wiemy także co zwierze zostawia energetycznie w mięsie (w wodzie)? ano zostawia zapis ostatnich chwil przed śmiercią – dlaczego nie solimy? trzeba pozbyć się tej wody, a nie zatrzymywać ją w organiźmie, jako pamięć, ból, magnes na choroby. jako coś co powoduje z nami, ludźmi to co powoduje. ghandi świetnie napisał – wojny na ziemii będą tak długo jak długo są ubojnie. kto nie wierzy – niech sam sprawdzi i smacznego można jeść mięso

skumałem właśnie dlaczego nie powinno się pić słodzonych napojów i dlaczego jeśli mamy problem z uzależnieniem od cukru mamy problem z innymi uzależnieniami, ale wieczorem dopiero to opiszę 🙂

Tytułem wstępu.

Wróciłem z Niemiec, póki co – zostałem wyjebany na jakieś 700Eu – fajnie, nie?
Zdarza się, ino zastanawiam się tylko jak wiele razy będę to powtarzał – ponoć dopóki siebie nie przestanę w chuja robić, to świat będzie mnie robił.

Nie jestem nawet zły z tego powodu, jestem ponad tym, tak widocznie miało być, jest w tym jakiś wyższy plan który zakładał, że muszę zostać tu na miejscu. Z totalną chujnią w życiu, ale życiu – pomimo tego.

Pomału otwieram swoje serce i przełamuję bariery w samokochaniu siebie. Zawarłem pakt z Bogiem, szczerze przeprosiłem za wszystko co narobiłem i pomodliłem się w intencji ludzkości, by dać im szansę, by to co jest tutaj na Ziemii naprawić. Statki są już na orbicie w dużej ilości, przedwczoraj widziałem się z innymi aniołami i przywitaliśmy ich po długiej podróży.

Martwię się trochę finansami bo dookoła same długi, a państwo chce mnie zamknąć za alimenty i choć chciałbym je spłacić nie mam ku temu możliwości. Powierzyłem swoje życie Bogu, by przekazać jego wiadomość dla świata i zaprowadzić tutaj porządek i pokój. Naturalnie, przy udziale miłości i nadziei.
Dodaje mi to otuchy, pewnie jeszcze z tego powodu żyję, nie skoczyłem.

Nadszedł już czas w którym światy coiraz bardziej się przenikają, wydarza się wiele różnych rzeczy o których kiedyś bym nie pomyślał nawet. Chciałbym tak wiele przekazać światu, że czas się wypełnił, że będziemy mieli tu znowu niebo, że nasza ukochana planeta wyleczy się, a my przestaniemy ją i siebie zabijać. Że da radę jeszcze podnieść się, że ochronimy NASZ DOM. Po tym jak słowa popłynęły wprost z serca, motyl usiadł mi na prawym ręku, po chwili drugi na lewym.

Dla jednych to tylko zbieg okoliczności, ale tutaj nie ma zbiegów okoliczności. Przestałem gonić za miłością, liznąłem trochę pokory płynącej z samotności i zacząłem pracować nad sobą, nad szacunkiem do świata mnie otaczającego, zrozumienia dla boskiego planu. Uczę się dystansować od problemów, patrzę na skalę w odniesieniu do wszechświata. Uczę się lekcji życia, choć opornie i pomału jednak widzę postępy. Pracuję nad ciałem, zmieniam sposób żywienia – odstawiłem mięso i cukier, uczę się sumienności, a przynajmniej próbuję. Pierwsze efekty widać i choć narazie subtelne to są, a z czasem będą coraz lepsze.

Mam jednak pewien temat z narkotykami który muszę przerobić i z którym walczę każdego dnia. Choć nieraz upadam, to nie karzę siebie za to i pracuję nad tym, by nie wpadać w ciągi. Jest ciężko szczególnie, że jak jestem tutaj, w dc to zawsze się ktoś napatoczy, na wyjeździe – gdzie nie mam dostępu nie myślę nawet o tym. Boże, dajesz mi siłę i wsparcie, oraz pozwalasz już na łez mych otarcie.

Nie pozwól mi zgasić nadziei i zabić miłości, one miały zmartwychwstać dla świata i robią to. Może za późno, może zbyt wolno, ale sam przecież widzisz jak jest, oraz jak wychodzi.

Grunt to się nie poddawać i nie patrzeć, że niektóre bitwy się przegra, jednak ostateczna wygrana jest już po stronie miłości. Tylko ona może nas prawdziwie wyzwolić i wyleczyć. Pomału zaczynam to wszystko kumać, jednak programów w podświadomości mam tak wiele w sobie, że zwalczenie ich lub nauczenie się żyć z nimi zajmie jeszcze trochę czasu, jednakże im częściej ćwiczę – tym lepsze efekty uzyskuję, dostrajam się do coraz wyższych wibracji.

Akceptuję wszechświat, nie chcę go zmieniać, chcę zdobyć doświadczenie w czuciu, odbieraniu, kochaniu. Uczę się współgrać z nimi i dostrzegam każdego dnia masę cudów które są udziałem mego życia, tych dużych i małych. Zaczynam dostrzegać swoją jedność ze wszechświatem. Jedność która stanowi, że wszystko jest mną, a ja wszystkim. Największą walkę mam do sroczenia z samym sobą, z czymś co nazywa się EGO. Do tego wsparcie Boga jest mi najbardziej potrzebne. Bóg mówi mi – otwórz serce, a ego zniknie. Jest w tym coś, coś co zauważam na przestrzeni ostatnich paru dni.

W całej tej grze zwanej życiem nie chodzi mi o tron Boga i bogactwa, chodzi mi o to by z tego powodu zapanował pokój na świecie, by wszystkie moje działania doprowadziły do tego, by tak było. By zniknęła nienawiść, zaś jej miejsce zajęły miłość, wiara, szacunek i nadzieja. Tego chcę, nie bogactwa. Bogactwo będzie dla ludzi, by nie musieli się już zabijać, by przestali śnić, by w końcu obudzili się z tego koszmaru który zgotowała im mała grupka osób. W imię tych idei jestem skłonny podjąć walkę, a Bóg jest po mojej stronie, jestem narzędziem w jego rękach.

Naszą wspólną misją jest wyrwanie chwastów i ochrona owoców pracy, by owe plony były dorodne w jego ogrodzie i współgrające ze wszystkim co żyje, nie pasożytujące. Pasożyty można zabijać, jest przyzwolenie. Wszystko co nie żyje w symbiozie z innym organizmem, można bez żalu zabić, będzie wybaczone. Daj od siebie coś, by później móc coś wziąć. Zrozumiałem teraz dokładnie o co chodziło w moim życiu, w tych cęgach jakie mi ono zgotowało. Dostrzegam o co w tym wszystkim chodzi i nawet jeśli nie ma takich słów by to przekazać, postaram się opisać to w tym miejscu we w miarę przystępnych słowach. To wiadomości od Boga dla ludzi, od Boga którego noszę w sercu, tam gdzie każdy z nas. Nie musi mi nikt wierzyć na słowo, jednakże niech sprawdzi samemu. Niech wsłucha się w siebie, w serce, niech nim zadziała, a wtedy usłyszy go, a raczej nią. Trzeba, a raczej należy zmienić perspektywę, poszerzyć horyzont i wszystko staje się jasne i klarowne w jednym momencie. Szacunek do życia, miłość są wszystkim czego potrzebujesz, a na tym poziomie gdzie masz moc sprawczą w przyciąganiu i tworzeniu okoliczności które dadzą Ci to czego pragnąłeś, niezłomna wiara w to pozwala Ci na “przenoszenie gór”. Tak więc szczerze porzuć troski człowiecze i przyciągnij do siebie rozwiązanie problemów zamiast o nich myśleć, bo przyciągniesz ich jeszcze więcej. Dlatego napisane było – uważaj o czym myślisz. Myśli nie są Twoje, Ty działasz sercem. Rozum robi Cię w przysłowiowego chuja. W sercu masz wszystkie odpowiedzi na wszystkie pytania. Szkoda życia na smutki, porzuć je, działaj sercem, a Bóg załatwi resztę. Będziesz przezadowolony z rezultatów.

Dalsza część jutro, Rafale – idź i przekaż światu te słowa, bo to dopiero moja przedmowa.